Bez planu

Dlaczego „Bez planu”?

Pierwszą podróż autostopem planowałem z dziewczyną. Wysoko postawiony cel – Prosto do Hiszpanii. Wszystko bylo dokladnie zaplanowane. Miałem dwie strony wypisanych nazw miast, na które miałem się kierować i ewentualnie zwiedzać po drodze. Rozeszliśmy się chwilę przed wyjazdem.

Nastepnego roku planowałem wyjazd z przyjacielem. Wszystko ustalone, czas wyjazdu się zbliża, Karol rozbija samochód. Naprawa pochłoneła oszczędności na wyjazd.

Za trzecim razem postawiłem na ludzi z grupy „Autostopowicze czyli MY :)” na FB. Plan był prosty. Odpuścić sobie znajomych i postawić na ilość. Z tylu tysięcy podróżników napewno ktoś się znajdzie. I się znalazł. Na moje ogłoszenie odpowiedziało kilka osób i zdecydowałem się na jedną. Super dogadywaliśmy się on line. Bratnia dusza mogłbym wtedy powiedzieć. Chcieliśmy się jeszcze spotkać żeby się upewnić czy ten wyjazd razem ma sens zanim skażemy się na 3 tygodnie w jednym namiocie. A co mi tam, pojechałem do Krakowa (z Lublina).

Pamiętam swoje myśli z wtedy. „Jadę do dziewczyny, której nieznam, na impreze z ludźmi, których nie znam, w mieście, w którym wcześniej nie byłem. Ale jestem krejzol.” Nie zostaje mi teraz nic innego jak uśmiechać się do siebie samego. Skąd mogłem wiedzieć, że pare lat później będę miał obstawe policji przez cały wyjad w Tunezji (było o naszej grupie dość głośno w tamtych stronach), przerwe nielegalny transport żywności w Gruzji (podkolorowałem dla efektu) czy wabił bezpańskie wielbłądy suchym chlebem w Omanie.

Wracając do rzeczy. No więc pojechałem. Na żywo dogadywaliśmy się już słabiej, ale zostaliśmy przy decyzji, że jedziemy. Przynajmniej do paru dni przed terminem wyjazdu. Dwa niezwykłe wydarzenia miały wtedy miejsce jednocześnie. Znalazła chłopaka i nie mogła jechać bo zachorował ktoś z rodziny. Odebrałem to dość sceptycznie, ale nie jestem człowiekiem, który ocenia lub krytykuje. Zamiast tego wysnułem tylko zręcznie jeden wniosek.

Chuj z tymi planami.

Wyjechałem. Kaję zobaczyłem pierwszy raz w dzień wyjazdu i pojechaliśmy na słowacje bo nie miała czasu na Hiszpanię. Dalej jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Pozdrawiam ;).

Po tym poszło już z górki. Kolejne podejście na Hiszpanię tyle, że w zimie, skończone we Włoszech bo stop się tak ułożył.

Poznałem dziewczynę bo przez forum zgodziła się mnie przenocować jedną noc. Trzy tygodnie później lecieliśmy do Maroko bo ona już miała bilet, a ja mogłem dokupić. Jedyne co wiedziałem o tym kraju, to jaką mają walutę. Na lotnisku kupiliśmy mapę i wyszliśmy łapać stopa zastanawiając się, w którą stronę miasto.

Pare wyjazdów zaproponowanych mi z dnia na dzień, w tym lot do Afryki, dosłownie następnego dnia. Ale za to za 100zł w obie.

Postaram się z czasem opisać te i mase innych sytuacji dokładniej, ale myślę, że mniej więcej rozjaśniłem sytuację. Tak więc przegrywając walkę z bezsennością około godziny 2:00 postanowiłem się poddać. Otworzyłem laptopa i pierwsze piwo. Przy drugim naszła mnie olśniewająca myśł. „No tak, przecież miałem bloga założyć” Przez miesiące zastanawiałem się jak go dobrze nazwać, czy pisać po angielsku czy po polsku i pare innych mniej znaczących dylematow, aż tu nagle „myk” (uznanie dla bff za poszerzenie mojego, jakże ważnego przy pisaniu wokabularzu). Nazwa przyszła sama i zdecydowałem się na język ojczysty.

Tak więc „Bez planu” to blog o wszystkim związanym z podróżowaniem. Porady czy opis moich wypraw i doświadczeń, ale nie tylko. Postaram się pokazać co się dzieje w głowie osoby, która oddala się od rodziny i przyjaciół szukając celu coraz dalej. Nie będę ukrywał. Mam swój mały idealny świat, w którym robie co chce zupełnie jak dziecko i każdego dnia uśmiecham się do siębie na tę myśl. Doświadczam jednak też gorszych stron takiego życia, których do tej pory nie było widać na zdjęciach z FB.