Jak to się robi z dziewczynami na wyjeździe 2

Piza, Sobota, dzień 2.

Zatrzymałem ją w dzień na ulicy, rano musiała wyjść wcześnie żeby zdążyć do pracy. Ciąg dalszy. Tym razem było dużo spokojniej. Święto się już skończyło, a większość ludzi leczyła kaca w domach. My znów we trzech, spokojnie spacerowaliśmy po mieście zwiedzając mniej turystyczne rejony Pizy. Zbliżał się już wieczór kiedy zdecydowaliśmy się coś zjeść. Wiem, że już o tym tutaj pisałem, ale uwielbiam włoskie aperitivo. Płacisz 5 do 10 euro, jeden drink w cenie, a jesz ile chcesz ze szwedzkiego stołu. Tak więc jakiś czas później staliśmy najedzeni i szczęśliwi przed restauracja, w której ucztowaliśmy. Rozważaliśmy dostępne opcje na wieczór, kiedy coś małego prześlizgnęło się obok nas, pchając przed sobą rower. Twarz błysnęła mi tylko przez moment, ale wyraźnie zobaczyłem ogromne niebieskie oczy. Obejrzałem się za nią i patrzyłem jak powoli znika między ludźmi. Była tak niska, że stojąc na palcach mogłaby mi wygryzać włosy z klaty. Gdybym jakieś miał. Lubię niskie dziewczyny. Do tego zgrabna i z krótkimi czarnymi włosami, które zadziwiająco do niej pasowały. Kiedy już prawie straciłem ją z oczu, poczułem łokieć w żebrach. To był Daniele.

– Idź, bo później znowu będziesz przeżywał, że Ci jaj zabrakło. – Takich ludzi trzeba mieć blisko. Wiedział co i kiedy powiedzieć.

– Masz racje, idę. – Odpowiedziałem i pobiegłem do przodu żeby ją jeszcze złapać. To był ostatni raz tego dnia kiedy widziałem się z chłopakami.

Mało rozsądnie zatrzymałem ją na środku ulicy. Po raz kolejny zacząłem szczerze i bezpośrednio. Tym razem jednak nie trafiłem z krajem pochodzenia, a jej ogromne, jasnoniebieskie oczy były w 100% włoskie. Mimo to szybko złapaliśmy wspólny język. Z bliska wydawała się jeszcze śliczniejsza, ale jej uroda było bardzo niewinna i tak jakby nawet dziecięca, co wzbudziło trochę mój niepokój. Nie zapytałem jej o wiek. Powiedziałem jej ile uważam, że ma lat. Trafiłem, z wiekiem trafiam nawet częściej niż z pochodzeniem. Zielone światło, czas się przenieść z tej ulicy. Godzina 20, sobota, a jej wyjechałem żebyśmy na kawę poszli. Spojrzała tylko na mnie jak na debila.

– Na kawę? – No tak, mogłem ją od razu zaprosić do muzeum ziemi podlaskiej na zwiedzanie sali z bagnami Biebrzy.

– Tzn. na piwo. Dziwne jak mi się czasami słowa w angielskim mylą.

– Lepiej. Lubię czerwone piwo. – Ideał pomyślałem, bo powiedzieć jeszcze nie mogłem.

Paręnaście minut później siedzieliśmy z małym piwem, na jednym z pobliskich placów. Publiczne miejsce, dużo ludzi i my siedzący obok siebie w rozsądnej odległości. Wciąż byłem tylko nieznajomym z ulicy. To był czas żeby zbudować dużo zaufania i komfortu. Za wcześnie było na jakikolwiek dotyk inny niż ręka na ramieniu kiedy się śmialiśmy lub trzymanie dłoni kiedy oglądałem jej pierścionek. Czas leciał szybko, a rozmowa była zadziwiająco lekka i przyjemna. Mieliśmy sporo wspólnych tematów, a wszystko przychodziło bardzo naturalnie. Nie wiem ile tam siedzieliśmy, ale zdążyło zrobić się ciemno. Czas najwyższy przenieść się dalej.

Zmiana miejsc jest ważna bo tworzy wspólną historię. Daje więcej wspólnych wspomnień i wydarzeń. Wstałem i powiedziałem, że idziemy. Nie pytałem, czy chce. Powiedziałem, że bierzemy wino i idziemy siąść pod krzywą wieżą. Problemem było tylko wino, bo jak stwierdziła rano musiała wstać do pracy. Spoko, więcej wina dla mnie, ale informacja o pracy była istotna. Odnotowałem.

W drodze mogłem pozwolić sobie na trochę więcej. Teraz nie byłem już tylko obcym facetem z ulicy. Mieliśmy krótką, ale zawsze historię, wiedzieliśmy o sobie więcej, a co najważniejsze czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Gdy dotarliśmy na miejsce, wszystko wyglądało tak jak miałem nadzieje, że będzie. Wieża była oświetlona, ale na trawnik dookoła katedry ledwie docierało światło ulicznych latarni. Nie było zupełnie ciemno, ale nie było też zbyt jasno. Idealna atmosfera, ciepłe włoskie powietrze, jedynie garstka ludzi w zasięgu wzroku, miękka gęsta trawa, widok na krzywą wieżę, nas dwoje i czerwone wino. Warunki były tak idealne, że gdybym był romantykiem to na pewno bym to wszystko gdzieś opisał. A nie, zaraz…

Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Z początku oddaleni, ale z czasem dystans się zmniejszał, aż nasze nogi się zetknęły. Siedziałem odchylony, wsparty na rękach co trochę mnie ograniczało, ale atmosfera zauważalnie się zmieniła. Siedząc naprzeciwko, mogliśmy utrzymywać kontakt wzrokowy, a w te ogromne oczy mogłem wpatrywać się z przyjemnością. Mówiliśmy ciszej i wolniej, a przewijające się tematy były bardziej abstrakcyjne. Uznałem, że moment jest odpowiedni i chciałem ją pocałować. Siedzieliśmy jednak odchyleni w przeciwne kierunki, a ja wciąż miałem w głowie sytuacje z wcześniejszej nocy. Uznałem, że lepiej będzie zwerbalizować zamiar. Zostawię dla siebie co mówię w takich sytuacjach, ale jestem na tyle bezpośredni, aby nie było mowy o złej interpretacji. Nie odpowiedziała pozytywnie. W ogóle nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na mnie w ciszy, a to oznaczało nieme przyzwolenie. Pochyliłem się bardzo blisko i czekałem. Wziąłem na siebie całą odpowiedzialność, ale zostawiłem jej okienko żeby mogła się wycofać. Przysunęła się, ale nie pocałowała mnie. Zastygliśmy bardzo blisko siebie, a nasze wargi niemal się stykały. Zrozumiałem. Taka delikatność i subtelność bardzo do niej pasowała. To nie był moment na pasje i namiętność. Delikatnie musnąłem jej wargę swoją, a ona to odwzajemniła. Pozwoliłem jej dyktować tempo, ale po chwili odsunąłem się jako pierwszy. Po zbyt krótkiej chwili. Lubię widzieć ten niedosyt w oczach.

Pocałunek rozwiał wszelkie niepewności. Powiedziałem jej, żeby się przysunęła, a ta bez zawahania się do mnie przytuliła. Siedzieliśmy tak jakbyśmy znali się miesiące, a nie godziny. W ciszy lub rozmawiając, to było bez znaczenia. Wtuleni w siebie, nieustanie delikatnie dotykając i całując od czasu do czasu. Nie zorientowałem się nawet kiedy zrobiło się po pierwszej. Powiedziałem jej, że jest późno i musimy się zbierać. Werbalnie mi przytaknęła, ale jej ciało nie zrobiło najmniejszego gestu żeby to potwierdzić. Chciała ze mną zostać i ja chciałem żeby ze mną została. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem z dość niejednoznacznym uśmiechem.

– Jeżeli będziesz grzeczna, możesz zostać u mnie na noc.

– Nie mam ze sobą rzeczy do pracy.

To nie była odmowa, to był mały problem, który udało nam się rozwiązać dzięki rowerowi. Gdybym jednak wtedy wiedział, że będzie mnie to kosztować 25 minut pedałowania w jedną, a potem 30 w drugą stronę, z niedużym i słodkim, ale wciąż ciężarem… to i tak by to nic nie zmieniło. Lekko nic nie przychodzi.

Często poznaję i żegnam wiele osób z racji mojego sposobu życia. Tym razem jednak naprawdę było mi szkoda, że poznałem ją tak późno. Od tamtego momentu miałem zaledwie 3 tygodnie do kolejnego lotu w jedną stronę, ale dokładnie tak to wygląda na wyjazdach.

One thought on “Jak to się robi z dziewczynami na wyjeździe 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s