Młody człowiek i może. Podjąłem nierówną walkę z Posejdonem i…

Mam to do siebie, że lubię próbować nowych rzeczy. Kiedy znajomy z pracy wspomniał, że serfuje, nie potrzebowałem dużo czasu, żeby się wprosić. Nie miał nic przeciwko. Chciał się pośmiać ze świeżaka i trzeba przyznać miał z czego. Następnego dnia po pracy pojechaliśmy prosto nad morze, bo akurat miały być fale. Takie do 2 metrów powiedział. Spoko, w podstawówce byłem mistrzem pływania na pieska. Damy rade.

Samochody zaparkowane, sprzęt wypakowany, czas na przeszkolenie. „Stań prosto, nogi razem, patrz do góry.” Dostałem parę szybkich poleceń, a Nicko stanął za mną i bezceremonialnie mnie popchnął. Podparłem się lewą nogą do przodu, żeby nie upaść. „Podparłeś się lewą, więc lewa do przodu na desce. Do drugiej przypinasz linkę od deski. Za mną”. Mówił szybko i po włosku. Nie do końca zrozumiałem to ostatnie więc na wszelki wypadek przypiąłem deskę do złej nogi. Na plaży jeszcze krótki postój na pogaduszki z kolegami z branży. Z tych udało mi się wyłapać. „On jest z polski. Nie potrzebuje kombinezonu piankowego. Polacy są przyzwyczajeni do zimna.” Albo „Nie wiem czy umie pływać, ale mówi, że się nie boi. Mi wystarczy”. Chwilę później już byliśmy po kolana w wodzie. Nie jestem świetnym pływakiem, ale myślałem, że braki nadrobię siłą i chęciami. No a przede wszystkim miałem deskę, na której zawsze mogłem się wesprzeć. Wszyscy po kolei rzuciliśmy się do przodu na owe deski. Dziwnym trafem tylko mi się wyślizgnęła zaraz po zanurzeniu, a ta zbawienna siła wyporności, w której pokładałem tyle nadziei, z całym impetem wypakowała i obuchem w twarz. Tym razem wygrałaś desko, ale jeszcze Ci pokażę.

Przy brzegu, gdzie fale się piętrzą, najtrudniej jest się przez nie przebić. Chłopakom szło dość gładko, ale ja więcej energii marnowałem na utrzymanie pod sobą deski niż poruszanie się do przodu. Ześlizgiwałem się w każdą możliwą stronę i zacząłem się zastanawiać czym oni trzymają te deski leżąc na brzuchu, skoro obiema rękami wiosłują? W końcu ją opanowałem, ale koło mnie już nie było nikogo. Brzeg był coraz dalej, fale były coraz większe, a dystans między mną a grupą cały czas się powiększał. To wtedy naszły mnie pierwsze wątpliwości. A co jeżeli? Ale już było za późno. Jak powiesz Polakowi, że czegoś nie zrobi, to od razu wystaw rękę żeby przytrzymać mu piwo. Ja już zacząłem więc musiałem i skończyć. Ułożyłem się lepiej na desce i ruszyłem do przodu, ale po chwili ją zobaczyłem. Byłem przekonany, że już wypłynąłem ze strefy gdzie fale się załamywały, ale ta była tak duża, że załamała się jeszcze dobrych parę metrów przede mną. To wtedy po raz drugi naszły mnie wątpliwości. Lekko mówiąc. Na całe szczęście nie miałem na sobie pianki. Nie wiem czy takie rzeczy łatwo się piorą.

Chcąc uniknąć zanurzenia i po części przed strachem przed utratą orientacji pod wodą, wychyliłem głowę jak najmocniej do góry. Jak się okazało gorzej zrobić nie mogłem. Wyrwało mi deskę, woda zalała mnie kompletnie, a ja w amoku straciłem orientację pod wodą… ale zachowałem spokój. Wstrzymując oddech w bezruchu, po chwili dotarło do mnie gdzie jest góra i wynurzyłem się, jednocześnie łapiąc deskę. To był decydujący moment. „Pierdole” pomyślałem. Utonąć na takich falach to jak wpaść pod malucha. Wstyd. Z agresją i nowymi siłami wskoczyłem na deskę i zacząłem płynąć.

Standardowa struktura przyswajania każdej umiejętności.

Akcja -> analiza -> poprawki -> powtórz

Od tamtej pory przed każdą falą przywierałem do deski i wchodziłem w nie głową. Zgrabnie i płynnie.

W końcu dotarłem do reszty grupy i na moje pytanie „jak to się robi?”, Nicko odpowiedział „czekasz na fale i płyniesz.”

A, no to dzięki. Ale chociaż dopowiedział, że muszę zawsze brodę trzymać nisko przy desce. To pomogło. Dalej bez fajerwerków już obeszło się bez fajerwerków. Jak powiedział, tak zrobiłem. Udało mi się złapać falę, wstać i nawet ustać na desce za pierwszym razem. Nie powiedział mi jednak, że trzeba skręcić i płynąć prostopadle do fali. W euforii, że w ogóle „surfuje” walnąłem na przestrzał do przodu i po parunastu sekundach znowu byłem na brzegu…

Uznałem to za dobry moment na 10 minut przerwy i pozowanie do fotki na Instagrama. Nie był to jednak koniec. Podjąłem heroiczną próbę powrotu na pole bitwy. Zmęczony, ale uzbrojony w nową wiedzę i doświadczenie, rozpędziłem się w stronę wody. Bez wahania rzuciłem się razem z deską i od razu zacząłem energicznie młócić rękami. Broda nisko, głowa do deski, brałem falę za falą. Po pierwszych trzech barki zaczęły piec z wycieczenia. Kolejnych fal już nie liczyłem, ale czułem jak płynął długie minuty. Każde przełożenie ręki bolało coraz bardziej, ale czułem, że już prawie się przebiłem. Bez oglądania się za siebie pokonywałem kolejne fale, gdy znowu zobaczyłem jedną z „tych”. Zdecydowany i ze spokojem wbiłem się siostrzaną falę tej, która wcześniej mnie zrzuciła. Po raz kolejny przegrałem i czułem jak zsuwam się z deski, ale opanowany, kontrolowałem sytuacje. Pozwoliłem się zrzucić i po chwili swobodnego opadania pod wodą, chciałem wypłynąć na powierzchnię. Chciałem, bo dno nie pozwoliło mi na opadanie. Poczułem piasek pod stopami jeszcze kiedy moja głowa była ponad powierzchnią. Obejrzałem się za siebie na brzeg i zdecydowałem, że wrócę się tych parę metrów poleżeć na plaży.

Nicko zapomniał mi powiedzieć, że wchodzi się w innych miejscach niż pływa. Mniejsze fale czy coś tam.

 

Cieszy mnie, że doczytałeś/łaś do końca. Znaczy to, że nie marnuje swojego czasu tak kompletnie. Lubię pisać, ale jak we wszystkim lubię się też rozwijać. Tutaj prośba do Ciebie. Wrzuciłem już parę tekstów, które starałem się pisać na różne sposoby. Jeżeli masz chwilę to daj mi znać co Ci się podoba, ale przede wszystkim czekam na informacje co jest nie tak/złe/nieczytalne/do poprawy. Wiadomość sama w sobie byłaby motywująca, a konstruktywna krytyka to już całkiem wypas. Niżej jest pole do komentarzy, albo po prostu wiadomość na FB. Dzięki 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s