Jak zostać sławnym w Afryce

W głowie jeszcze mi szumi, w tle lecą arabskie modlitwy z pobliskiego meczetu. Otwieram oczy, a nadmiar światła wywołuje kolejną falę bólu w mojej głowie. Ostrożnie się rozglądam, a wszystko zaczyna układać się w całość. Przypominam sobie gdzie jestem, przypominam sobie z kim jestem, ale jedno mi nie pasowało. Co tutaj robi policja?

img_7307.jpg

No więc minimalny budżet. Jazda stopem, śpimy gdzie popadnie, a żarcie z tanich przydrożnych budek. Pierwsza noc poszła nieslychanie dobrze. Kierowca, który bał się nas wysadzić w nocy pośrodku niczego, mimo naszych protestów, opłacił dla całej piątki hotel… Bez klimatyzacji. Barbarzyństwo. A tak poważnie to chylę czoła. Dobry człowiek choć nie do końca mu ufaliśmy na początku kiedy stwierdził, że dziewczyny muszą spać oddzielnie „w domu jego babci”. Jak gwałcić to my! A nie nas. Tzn je.

IMG_20150612_120824.jpg

Całą piątką dotarliśmy do Kairuan drugiego dnia. Znaczyło to mniej więcej, że znaliśmy się już całe 2 dni i nikt jeszcze nikogo nie pogryzł (chociaż Ola czasami na mnie patrzyła jakby miała ochotę). To byli ludzie, którzy mieli pojęcie co można w Tunezji ciekawego obejrzeć. Piękno tego wyjazdu polegało na tym, że nie tylko nie musiałem planować wcześniej, ale do tego nie musiałem improwizować w trakcie. Mogłem się wygodnie rozsiąść z założonymi rękami i tylko przytakiwać na jakiekolwiek propozycje rzucała drużyna. Nawet jak mieli sprzeczne pomysły, ja przytakiwałem na oba, a co mi tam.

Tutaj Seba, tzn Artur, wyszedł z inicjatywą szukania noclegu. To jest człowiek definicja low budżetu. Jego życiowe motto to żyj po kosztach, albo nie żyj wcale. Nie zawsze zgadzałem się z jego metodami, ale to naprawdę fascynujące, jak wiele ten człowiek potrafi zwiedzać za jak małe pieniądze. Tak więc w momencie kiedy ja już bym szukał wygodnie wyglądającego kawałka piasku do spania, on zaproponował przygotowanie kartki z napisem „CS emergency”. Taka informacja dla CS-owców, że jesteśmy do wzięcia. Pomogło. Tak jakby.

W ten spoób poznaliśmy tunezyjczyka, który prowadził sklep i miał powiązania z Polską. Znał trochę języka, lubił nas i takie tam. Nie mógł nas przygarnąć, ale za to mogliśmy posiedzieć wszyscy razem i coś tam wychylić. Gość musiał miał mieć coś z Polaka, bo jak się później okazało, miał pod ladą magicznął lodówkę z browarami i półeczkę z fajkami. O alkohol tam ciężko, ale traf chciał, że zupełnym przypadkiem i u mnie w plecaku jakaś mała buteleczka alkoholu się znalazła. (Litr żołądkowej na lotnisku 22zł, jeżeli wylatujesz ze strefy euro).

IMG_20150611_143548.jpg

Tak więc impreza się zaczeła i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dwa drobne szczegóły. Następnego dnia zaczynał się Ramadan, a my łoiliśmy wódeczkę w odległości 15 metrów od jednego z najstarszych miejsc kultu w świecie islamskim.

Przy bolsie, piwach o nazwie zapisanej morsem i smakowej sziszy, czas płynał szybko i przyjemnie. Siedzieliśmy tam całą naszą piątka i paru lokalnych, a w śród nich ON.

Niby Arab, ale o wdzięku, którego niejedna niewiasta pozazdrość by mogła. Pewność siebie i seksapil, aż wylewały się spod perfekcyjnie dopasowanych ubrań. Każda jego pozycja, każdy gest czy ruch, niechybnym był dowodem jego majestatu. Inteligentne spojrzenie, przyjazny uśmiech, we włosy wplątany kwiat, a imie jego było Mohamet. Jakże szcześliwi być mogliśmy, że poznać nam go przyszło, a w śród nas jedna wyróżniona została, której swe względy Mohamet ofiarować chciał. Wspólny język był mu zbędny, gdyż te doświadczone i uwodzicielskie dłonie wiedziały najlepiej, jak jego zamiary wyrazić. Zazdrość od środka mnie zrzerała choć wcale nie wybranka jego była powodem. To aura ta, i urok ten, które tak w nim ludzi urzekały, lecz nie dane mi było tajemnicy jego odkryć. Bezsilnością wiedziony do jednego tylko odważyłem się posunąć. Choć zdjęcie, w stopniu najmniejszym nie odda tego, co doświadczyć nam przyszło, to jedno zachowałem. Pamieć zbyt zawodna, a obrazy z czasem bleknął…

IMG_20150612_204856.jpg

Po jakiś czasie, nasz już lekko chwiejący się gospodarz rzucił hasło. „Czas na kebaby, kto jedzie ze mna?” Spojrzałem na niego, na skuter, a potem rozejrzałem się po twarzach zgromadzonych. Kasia nerwowo bawiła się jednym ze swoich dredów, Ola zaczęła uważnie studiować arabski z puszki piwa, Maciek nagle odkrył pociąg do ornitologii, a Seba przeglądał Facebooka z wyłączonym roamingiem.

To był jeden z tych przebłysków, kiedy jasnym staje się czego wszechświat od nas oczekuje. Moje stado umierało z głodu, a ja zamierzałem ruszyć na niebezpieczną wyprawę, żeby zdobyć żywność. Podniosłem się i stojąc prawie prosto (trochę już znosiło mnie w prawo), ale z wciąż dumnie wypiętą piersią, powiedziałem. „Ja przy oknie”.

Na szczęście kebab okazał się być zaraz po drugiej stronie meczetu, a mój nowy znajomy jechał stabilniej niż chodził w tamtej chwili. Mimo to na zakrętach nachodziło mnie na modlitwę, ale nie wiedziałem do kogo lepiej, więc ostatecznie odpuściłem. Trochę gorzej, że mój arab był już w nastroju na żarty. Kiedy zeszliśmy ze skutera powiedział, że nauczy mnie jak się przywitać po arabsku i przedstawi swojemu znajomemu w kolejce. Nazwijmy go roboczo Arab 2. No pewnie, lubię języki i ludzi. Jedziemy z tym. 2 minuty nauki i podchodzimy do Araba 2. Szybkie „Hi” „Hi” no i ja już lekko podpity, więc i ze szczerym, pełnym uśmiechem, wyjechałem mu nowopoznaną formułką. Jak łatwo się domyśleć zamiast odpowiedzieć podobnym uśmiechem, spojrzał na mnie jakbym właśnie bezkarnie obraził jego matkę. Jak się później okazało, faktycznie obraziłem jego matkę. Nie dość, że żart słaby to jeszcze tak stary, że słusznie możesz zapytać czemu się nie domyśliłem. Pewnie, że się domyśliłem, ale mogłem bezkarnie obrazić jego matkę. Swoje za to odpokutowałem. Dwa razy. Allah zesłał mi dodatkową porcję ostrego w kebabie.

IMG_20150612_215103.jpg

Dalsza część nocy choć wciąż rozrywkowa, już mniej owocna w podobne przygody. Tzn. nie licząc Maćka, który był już wystarczająco rozmiękczony, by nabrać odwagi do nauki jazdy na skuterze. Niestety każda, nawet ta najdłuższa i najzabawniejsza noc musi kiedyś dobiec końca. Zbyt gorąco by kłaść się w środku sklepu, zamknęliśmy tam tylko nasze plecaki, a sami wyłożyliśmy się na chodniku przed budynkiem. Pijany wszędzie się wyśpi. Tzn. wyspałby, gdyby rozregulowane koguty nie piały tam o 3 rano, a co parę godzin na głośniki nie wjeżdżał dj Rabin. To ostatnie dało chociaż trochę nadziei na afterparty, ale jak się szybko okazało to tylko modlitwy, które puszczają ok. 5 razy w ciągu doby.

IMG_20150613_033044.jpg

Rano zwinęlibyśmy toboły jak szczęśliwi bezdomni na wyjeździe i ruszyli dalej, gdyby tylko nie policja. Rano już na nas czekali. Zaczęło się od jednego czarnego po cywilu, ale już po parunastu minutach podjechały okratowane policyjne samochody terenowe. Dopiero wtedy miała zacząć się prawdziwa przygoda i sława, choć nie do końca pozytywna.

Niech filmik będzie zapowiedzią następnych wpisów.

Tutaj zostanie sporo do opowiedzenia o tym jak uciekaliśmy z posterunków, gonieni przez 4 terenówki i samego komendanta. Dlaczego przypadkowy przechodzień zapytany o zapalniczkę przyznaje się, że jest z policji i mówi, że nas obserwują. Co do tego wszystkiego ma ISIS. Dlaczego wyrzucili nas z pociągu, a Seba szarpał się z obsługą. Dlaczego straciliśmy paszporty, a policja wmawiała naszemu znajomemu Tunezyjczykowi, że jest śmieciem. Z czasem na pewno opisze te i inne sytuacje, ale zanim do tego dojdzie, możecie sprawdzić jak to zrelacjonował wyżej wymieniony Maciek. A do pisania ma talent. Ja się popłakałem…

 Tunezja za 99 zł: Początek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s