W nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie

Miejsce akcji: Batumi, Gruzja.

Nie każde z pozoru bezpieczne miejsce, pozwola na spokojny. Zapowiadało sie na poważną burzę i jakoś nie miałem ochoty sprawdzać, czy namiot to wytrzyma. Na szczęście było poza sezonem i część barów w pobliżu plaży była zamknięta. Znalazłem taki z ogromnym ogródkiem piwnym, przykrytym porządnym, drewnianym dachem. Pomieszczenia były pozamykane, a wszystkie ławki, stoliki i zewnętrzne lodówki zepchniete pod ścianę i zabezpieczone łańcuchem. Dookoła nieliczne drzewa parku, w którym się znajdowaliśmy i słyszalny z daleka szum morza. Idealne miejsce na noc. W ciemności, rozłożone między ławkami śpiwory były niemal niezauważalne.

Parę godzin po zapadnięciu zmroku nadszedł oczekiwany deszcz. Skończyliśmy dopijać tanie gruzińskie piwo i położyliśmy się spać. Otaczała nas zupełna ciemność i tylko błyskawice rozświetlały okolicę raz na jakiś czas. Deszcz przybrał na sile i zagłuszał wszystko oprócz grzmotów i przytłumionych dźwięków muzyki, dochodzących czasami z pobliskich budynków.

Było już dobrze po północy, ale sen nie przychodził. Leżąc i wpatrując się w ciemność usłyszałem jakieś dźwięki. Zastygłem w bezruchu zastanawiając się co może nas spotkać w takim miejscu. Dźwięki przybierały na sile i po chwili pod zadaszenie weszła grupa młodych ludzi, jeszcze w imprezowych nastrojach. Głośno rozmawiali między sobą, co chwilę wybuchając śmiechem. Po paru minutach stwierdzili, że deszcz nie ustąpi i pobiegli dalej. Wtedy zorientowałem się, że już nie tylko ja nie śpię. Teraz kiedy dźwięki oddalającej się grupy zanikły kompletnie, jeszcze mocniej uderzyła świadomość otaczających nas ciemności i burzy. Burzy, która z łatwością zagłuszyłaby lekkie kroki, albo stłumiony krzyk. Minuty mijały, a w powietrzu dało się wyczuć to dziwne napięcie, jak przy oczekiwaniu na coś ważnego, co ma się wydarzyć. Spojrzałem na nią. Leżącą bez ruchu, przykryta śpiworem. Pomyślałbym, że śpi gdyby nie to, że nawet w panującym mroku byłem w stanie dostrzec jej otwarte oczy. Wpatrywała się We mnie. Jestem pewny, że wpatrywała się tak juz od dłużeszgo czasu, a ten dziwny niepokój, który zobaczyłem w jej oczach sprawił, że po plecach przeszedł mi dreszcz. Napięcie rosło i poczułem gęsią skórkę obejmującą całe moje ciało. „Słyszę coś powiedziała”. Chciałem ją uspokoić mówiąc, że to tylko wiatr, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Jedyne co mogłem zrobić, to skupienie się na nasłuchiwaniu. Teraz i ja to usłyszałem. Coś jakby ciche trzeszczenie drewna, ale nie było to nic co słyszelismy wcześniej. Zbyt nieregularne na kroki i zbyt głośne na małe zwierze. Po chwili dźwięk się powtórzył i w odpowiedzi na nieme pytanie, które dostrzegłem na jej twarzy, powiedziałem, że to sprawdzę. Nie czułem strachu, była to bardziej mieszanina niepewności, ciekawości i obowiązek obrony mojego męskiego ego. Naszła mnie myśl, że to własnie tak, muszą czuć się Ci wszyscy bohaterowie horrorów, chwile przed sceną, w której ginął. Każdy przed monitorem pyta wtedy „po co tam idziesz? Przecież to oczywiste, że zginiesz”. To samo pytanie zadałem sobie w duchu, ale było juz za późno. Decyzja została podjęta. Ona bez słowa położyła dłoń na moim przedramieniu po części, żeby mnie zatrzymać, a po części żeby dodać mi odwagi. Oboje wiedzieliśmy, że ktoś musi to zrobić. Powoli wstałem i wyszedłem z naszego bezpiecznego miesca pomiędzy ławkami. Nagle poczułem się odsłonięty, niemal nagi. Ostrożnie, bez zapalania latarki zacząłem sie rozglądać, szukając źródła dźwięku. Napięcie stawało sie coraz cięższe do zniesienia, a do tego pojawiło sie to uczucie jakby ktoś mnie obserwował. Kiedy skupiony wpatrywałem sie w ciemność, nagle błyskawica rozświetliła niebo i przez moment zauważyłem kształt. Kształt którego wcześniej tam nie było. Coś było po drugiej stronie wiaty…

Zastygłem w ciszy przyglądając się zarysowi, ledwie widocznemu w panującym mroku. Serce zaczęło mi bić szybiciej, ale kiedy przez dłuższą chwilę nie pojawił sie żaden ruch, zrobiłem krok do przodu. Dłońe zaczeły mi się pocić choć wcale nie było gorąco. Serce biło coraz szybciej i mocniej.  Po paru krokach zorientowałem się, że na wcześniej pustym stole, teraz stała dziwna paczka. Podszedłem, żeby przyjrzeć się z bliska. Skupiłem na niej całą swoja uwagę, kompletnie zapominając o wszystkim co było za mną. Wciąż wpatrując się w paczkę obszedłem stół, ustawiając się plecami do deszczu, ciemności i drzew. Zwykły, nieduży pakunek zawinięty w folie, ale moja wyobraźnia podpowiadała mi conajmniej tysiąc rzeczy, które mogłyby się tam zmieścić. Każda przyprawiała o dreszcz i gęsią skórkę. Wtedy błyskawica rozświetliła wiatę po raz kolejny. Widziałem go tylko przez ułamek sekundy, ale nie było żadnej wątpliwości. Po drugiej stronie ktoś stał…

Nie widziałem jego twarzy, ale byłem pewny, ze mnie obserwuje. Staliśmy tak w milczeniu, patrząc na siebie przez jakiś czas. Dokoła szum wiatru i dźwięki burzy jakby ucichły, albo ja przestałem być świadomy ich obecności. W pełni skupiony na tym co się działo. Napięcię przybierało na sile, kiedy w końcu on zdecydował się działać. Widziałem tylko sylwetke, która powolnym ruchem sięga do kieszeni i wyciąga podłóżny przedmiot. Pochylił lekko głowę spoglądając w dół, na trzymany przedmiot. Byłem pewny, że zastanawia się ile razy musi dźgnąć żebym przestał krzyczeć, albo czy ktoś w ogóle mnie uszłyszy. Tym czasem on podniósł przedmiot do ucha i zaczał z kimś rozmawiać. To tylko telefon. Dopiero teraz zorientowałem się, że wstrzymywałem powietrze przez cały ten czas i wypuściłem je z ulgą. Czyli może to jeszcze nie czas na mnie. Jednak dalej nie musiało to oznaczać niczego dobrego.

Napięcie troche spadło, ale wciąż w bezruchu trawałem przy stole. To nie była zwykła rozmowa przez telefon. Mój niedoszły zabójca mocno gestykulował i choć nie byłem w stanie słyszeć jego głosu, jestem przekonany, ze brzmiał szorstko. Kłócił się lub emocjolnanie coś tłumaczył. Rozmowa przeciągneła sie do paru minut, które mi zdawały się być godzinami. W końcu schował telefon i poprostu sobie poszedł.

Nie wiedziałem czy zniknął na dobre, ale jeżeli miał zamiar wrócić z kolegami, to przynajmniej chciałem wiedzieć za co zginę. Jak się później okazało, warto byłoby za to zginąć. Wiedziony swoją naturalną ciekawością, ostrożnie wyciągnałem ręce w stronę paczki. Delikatnie rozchyliłem folię i zajrzałem do środka. Było zbyt ciemno by dostrzec cokolwiek więc odpaliłem latarkę i krzyknąłem! …

… Krzyknąłem „Wstawaj Baśka, żarcie przyszło”. Już w luźniejszej atmosferze,  we dwoje dokładnie przyglądaliśmy się paczce. W środku było ładnie zapakowane, świeżutkie i  jeszcze ciepłe jedzenie. I to nie byle jakie jedzenie. Pieczony kurczak, śliwki w mięsie, warzywne sałatki, tosty, grilowana wieprzowinka itd.

 

Zbierając wszystko do kupy, ustaliliśmy jedyną możliwą wersję. Muzykę musieliśmy słyszeć z jakiejś prywatnej imprezy, zorganizowanej w restauracji. Jedzenie wyniósł po cichu ktoś z obsługi. Zostawił paczkę w umówionym miejscu i szybko zniknął. Po odbiór przyszedł jeden z ochroniarzy, a my poprostu znaleźliśmy się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Ale czy na pewno? Może to był właśnie odpowiedni czas i miejsce. Strażnik i tak już by nie wrócił. Podano do stołu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s