Podstępnie zwabiony do domu arabskiego dilera

Wypad do Maroko jest flagowym przykładem podróżowania bez planu. To właśnie ten wyjazd pokazał mi jakie to wszystko jest proste i jak mało trzeba oprócz chęci. Jeżeli chciałbyś kiedyś pojechać w podobną podróż, ale jeszcze tego nie zrobiłeś, zapewne wmawiasz sobie jedną z tych dwóch rzeczy.

  1. nie mam czasu.
  2. Nie mam pieniędzy.

Ja nie miałem obu. Środek sesji na uczelni, a do tego już wtedy żyłem na długu. Jak to mówi stare, mądre, chińskie przysłowie „bez spiny, są drugie terminy”. A skoro i tak już długi miałem, to co mi jeszcze tysiąc w tą czy w tamą. No i żeby nie było, że nie miałem więcej głupich wymówek, to paszport musiałem wyrobić w 2 tygodnie i w innym województwie, bo akurat nie byłem u siebie kiedy padła propozycja, a ja powiedziałem magiczne „tak”.

Przed wyjazdem udało nam się ustalić jaka obowiązuje tam waluta, a Barbara słyszała jeszcze, że w Maroko maja dobry haszysz. Tutaj ważna informacja. Dilerzy oprócz wciskania towaru turystom, mają tam jeszcze jedną bardzo ważna funkcję, ale o tym później.

1.jpg

Namiot, śpiwór, karimata, kosmetyki, ciuchy i generalnie wszystko potrzebne na wyjazd w bagażu podręcznym. Taniej.

Wysiedliśmy na lotnisku w Agadirze i od razu napotkaliśmy podejrzliwe spojrzenia miejscowych. Jednak zupełny brak wiedzy o kulturze, pozwalał nam jedynie na domyślanie się co przyciąga ich uwagę. Wyglądaliśmy na turystów do oskubania? Basi blond włosy? To, że puściłem kobietę samopas po lotnisku? Później się okazało, że chyba wszystkiego po trochu. Nasza pierwsza kawa kosztowała tylko siedmiokrotnie więcej niż płacą lokalni. Ale nikt bezkarnie Polaka w jajo robił nie będzie. Odbiłem sobie później. Arab na targu wydał mi 40 groszy więcej za cebule i mu nie powiedziałem.

3.jpg

Tak więc na owym lotnisku kupiliśmy mapę, zamieniliśmy trochę kasy i zaczęliśmy się zastanawiać co dalej. Tu się skończył nasz misternie opracowany plan na cały wyjazd więc dokładnie i szczegółowo ustaliliśmy nowy. Jedziemy do miasta, później jakoś będzie. Pierwszego stopa Basia złapała w dosłownie paręnaście sekund (Może zaprzeczać, ale później ją przebiłem pod Marrakeszem). Stop łatwy, miejsce na namiot można znaleźć nawet w środku miasta, a jedzenie smaczne, tanie i zawsze piecze dwa razy. Raj

5.jpg

Pierwszy nocleg. Miejsce nie porywa, ale za to blisko do centrum i morza.

 

No może poza jednym drobnym szczegółem. Nikt tam nie rozmawia w żadnym cywilizowanym języku,  więc tych, którzy nie znają allah akbar albo francuskiego, ciężkie czasy mogą czekać w mniej turystycznych miejscach. A to właśnie w takich przyszło nam się zgubić po raz pierwszy. To znaczy khm. Podróżnik nigdy się nie gubi, tylko zwiedza miejsca, których nie planował. A tam było co pozwiedzać. Taki fyzjer na przykład, to miejsce lokalnych spotkań, a sklepy z mięsem bhp uznają za bzdurne legendy przywiezione z białego lądu. Cały sklep  mięsny to niezabudowana wnęka z ladą z przodu. Zamiast szyldu wisząca na haku głowa krowy. Nad ladą zawieszona ćwierćtusza.  Z tyłu, klatki z jeszcze żywymi kurczakami. Te akurat przynajmniej na pewno były świeże i bite na miejscu. A obrazu dopełniał kot siedzący na chodniku i wpatrujący się w mięso z mieszaniną ekscytacji i nadziei w oczach.

7.jpg

6.jpg

 

Pytając ludzi o drogę zostaliśmy skierowani do fryzjera. Widocznie to nie jest to tylko lokalne centrum rozrywki. Fryzjer to człowiek, który zna wszystkich i ma dar języków. Taka wioskowa starszyzna. Dzięki jego wskazówkom w łamanym angielskim, po paru godzinach strachu, trudu i głodu, dotarliśmy na dworzec autobusowy. Agadir, chyba największe turystyczne miasto Maroka na południe od gór Atlas. Radość nasza nie była długa. Podeszliśmy do rozkładu jazdy, a tu…

 

9.jpg

I tu się dzieje cała magia. Staliśmy tam jeszcze w lekkim szoku, zastanawiając się jak przepisać szlaczki do słownika, gdy odezwał się do nas jeden ze stojących obok chłopaków.

Cześć, pomóc Wam w czymś? – Zagadał płynnym angielskim.

eee no tak, generalnie ze wszystkim. – Odpowiedziałem uśmiechając się do wybawcy.

Gdy wyjaśnił nam z grubsza co i jak, przeszliśmy do luźnej gadki i w końcu mogłem zaspokoić swoją ciekawość.

– Ale gdzie się nauczyłeś angielskiego?  – Zapytałem dość bezpośrednio, ale chyba mu to nie przeszkadzało.

– Sprzedaje narkotyki turystom. – wyjaśnił. Czyli jednak edukacja jest potrzebna, żeby zrobić karierę.

– No tak, każdy sposób dobry. W każdym razie dzięki, bo nikt tu nie rozmawia po angielsku.

W tym momencie wtrąca się kolejny chłopak stojący do tej pory w ciszy za nami.

– Ja rozmawiam.

Uśmiechnąłem się do Basi. No to mamy dwóch dilerów. Przynajmniej ugramy lepszą cenę. Chwilę później wszyscy wsiedliśmy do tego samego autobusu. Tak w skrócie. Pierwszy diler okazał się bardzo słabym dilerem bo chciał tylko bezinteresownie pomóc i jedno „nie dziękuje” wystarczyło żeby porzucił temat. Do tego jak mu powiedziałem, że marihuana jest zła bo szybko uzależnia, a używanie niesterylizowanych igieł do jej wstrzykiwania grozi bezpłodnością, to mi uwierzył i powiedział, że już nie będzie.

 

8.jpg

 

Drugi diler natomiast okazał się jeszcze gorszym dilerem, bo w ogóle nie sprzedawał. Ot 19 letni wtedy chłopak, który przykładał się do nauki, a angielskiego nauczył się dzięki native speakerowi, który przez jakiś czas tam mieszkał. Mieliśmy sporo szczęścia, że go spotkaliśmy bo parunastu minutach zaproponował nam, żebyśmy zostali u niego w domu na noc! Nie dość, że nie musieliśmy znowu rozbijać namiotu gdzieś na piasku pod jakimś płotem to jeszcze mieliśmy okazje zostać na noc u prawdziwej arabskiej rodziny i zjeść z nimi prawdziwe tradycyjne Tadżin.

 

10.jpg

Tak więc jeżeli zdarzy Ci się zabłądzić w Maroko, szukaj fryzjera albo dilera. Wiedzą wszystko, znają języki, a przy okazji może dostaniesz jakąś zniżkę na usługi. Z naszym marokańskim znajomym dalej jestem w większym lub mniejszym kontakcie. Cała ta sytuacja wydawała mi się tak niezwykła, że na drugi dzień stwierdziłem, że nic już tego nie przebije na tym wyjeździe. Bardzo się myliłem. I to jeszcze parę razy tak bardzo się pomyliłem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s