Słowacja – Jak nie z cyganem, to na autostradzie

Cygański bunt i cygańska zasadzka, czyli ostatnia część mojej pierwszej podróżniczej przygody. Zacznę suchym faktem. Rzecz, o której prawdopodobnie mało osób wie, mimo, że mieszkamy tak blisko siebie. Jeżeli nudzi Cię historia, przewiń pierwszą część i zjedź od razu do tej z nagimi zdjęciami na końcu.

Słowacja ma duży problem z ludnością romską. Cyganie wywodzą się z niskiej kasty społecznej w Indiach, która szukała lepszego życia i ruszyła na Europę głównymi szlakami handlowymi. Nie mają żadnych powiązań z Egipcjanami, jak wielu może twierdzić. To był tylko taki cygański PR.

Przez wysiedlenia i restrykcyjną politykę poszczególnych krajów europejskich, duża część ludności romskiej osiedliła się na ziemiach słowackich. Ich dokładna liczba nie jest łatwa do ustalenia, bo Ci bez silnego poczucia patriotyzmu, podstępnie zaznaczają kratkę „Słowak” na powszechnych spisach. Szacunki mówią jednak, że może sięgać nawet pięciuset tysięcy. Udział romskiej mniejszości narodowej wśród całego społeczeństwa jest tam prawdopodobnie najwyższy w całej Europie. Niestety, niechęć i ogólna opinia o cyganach, nie jest tylko stereotypem i rasistowskim wymysłem. Nie chcąc podnosić swojego wykształcenia, sami pogarszają swoją sytuacje i utrudniają próby ich asymilacji. Po co pracować, skoro Państwo płaci za nieużywanie antykoncepcji i można żyć na zasiłkach. Doszło to do tego stopnia, że rząd wypłacał jednorazowe świadczenie cygankom, które zdecydowały się na sterylizację. Niektórzy lekarze nawet, brali sprawy w swoje ręce i nielegalnie sterylizowali je podczas porodów. Paręnaście lat temu ktoś poszedł po rozum do głowy i ściął zapomogi o połowę. Było to początkiem „potopu cygańskiego”. No dobra może nazywało się inaczej, ale tak fajniej brzmi. No więc chodziło o to, iż Romowie stwierdzili, że tak się nie da żyć. Skoro wcześniej płacili im tyle, to dlaczego teraz mają im płacić mniej? Przecież nie robią mniej niż wcześniej. Wyszli na ulice i zaczęły się rozruchy. Jakieś tam wybijanie szyb w sklepach i starcia z policją, ale z takim rozmachem, że potrzebna była interwencja wojska. Po paru dniach sytuacja się mniej więcej ustatkowała. Na filmiku poniżej możesz zobaczyć wywiad z przywódcą organizowanych akcji negocjacyjnych. W elokwentny sposób wypowiada się na temat obecnych warunków w jakich przyszło im żyć, kiedy znienacka jedna z kobiet wtrąca się w wywiad. W inteligentny, ale bezpośredni sposób dopowiada jak ciężko do tej pory pracowali na otrzymywane od rządu pieniądze.

 

 

Tak wygląda więc tło mojej podróży. Niby lata minęły, a czas powinien naprawić tą sytuację, to jednak uprzedzenia zostały. W następnym samochodzie, który się zatrzymał żeby nas zabrać, siedziało dwóch mężczyzn. Nie było wątpliwości co do ich pochodzenia, ale szczery uśmiech i przyjazny gest przekonał nas, żeby wsiąść do środka.

Na początku wszystko wydawało się w porządku. Uśmiechy i trochę żartów, mimo bariery językowej. Po parunastu minutach spokojnej jazdy, zaczęli nam coś tłumaczyć. Zrozumieliśmy, że chodziło o pięciominutowy objazd. Chcieli zajechać w jedno miejsce i załatwić pewną sprawę. Potem mieliśmy jechać dalej, aż do naszego docelowego miasta. Uznając to za zupełnie normalne, zgodziliśmy się. Zjechaliśmy z głównej drogi i ruszyliśmy jakąś wąską uliczką, coraz bardziej oddalając się od cywilizacji. Na początku było wszystko ok. Zwykła mała wioska wzdłuż ulicy, ale umówione pięć minut zaczęło się przeciągać. Spojrzałem na Kaję i w jej oczach zauważyłem niepokój. Wszyscy zamilkli i jechaliśmy w kompletnej ciszy. Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Ona spojrzała na mnie jeszcze raz i lekko roztrzęsionym głosem powiedziała, że schowa pieniądze w staniku. Naiwnie wierzyła, że to będzie bezpieczne miejsce, a ja głupi jej przytaknąłem. W międzyczasie domy zaczęły się przerzedzać, ale oni nie zamierzali nawet zwalniać. Po dziesięciu minutach zaczęliśmy półszeptem opracowywać plan na najgorszy scenariusz. W końcu, po około piętnastu minutach samochód zatrzymał się przy małym pojedynczym domku. Był to ostatni budynek w wiosce, oddalony od pozostałych na tyle, że nikt by nas nie usłyszał. Wysiadł kierowca, a pasażer odwrócił się do nas z czymś, co miało zapewne być pocieszającym uśmiechem. Nam jednak wydawał się szyderczy i złowrogi. Tak patrzy tylko arab na kozę, kiedy zostają sami. Powiedzieliśmy, że chcemy wysiąść i rozprostować nogi. Odpowiedział spokojnie, że to bez sensu, bo oni zaraz wracają i jedziemy dalej. Nie poprawiło to sytuacji, ale przynajmniej nie kłamał. Po chwili kierowca wracał – z kolejnymi trzema mężczyznami. Pasażer dołączył do nich i wszyscy stanęli przed samochodem przyglądając się nam z uśmiechem jeszcze gorszego sortu. Tak patrzą tylko arabowie na kozę, kiedy ich jest pięciu, a koza jedna. Przeniosłem wzrok na Kaję, która wciąż ich obserwowała. W ciszy jaka panowała w samochodzie, mogłem niemal usłyszeć dźwięk jej szybciej bijącego serca. Ruch zwrócił moją uwagę z powrotem do grupy romów. Jeden z trzech, którzy wyszli z domu, ten największy, odwrócił się do kierowcy. Pokiwał głową, poklepał go po plecach i uścisnęli sobie dłonie, po czym ten drugi ruszył w stronę samochodu. Gdy otworzył drzwi, gotowy byłem bić, gryźć lub targować się, że jak mnie puszczą to przywiozę im więcej takich jak ta obok. On wskoczył lekko za kierownicę i luźno rzucił „Załatwione, jedziemy dalej”.

Jak zeszło całe ciśnienie, w drodze do celu zbrataliśmy się jak ze swoimi i jeszcze okazało się, że chłopaki są całkiem spoko. Odkryliśmy nawet, że zarabiają tutaj więcej niż w Polsce za tą samą robotę. Stereotypy w większości mają dużo z prawdy, ale w tym przypadku czuliśmy się trochę głupio, gdy już się z nimi pożegnaliśmy. Nie każdy cygan to złodziej i darmozjad.  Podróżując w ten sposób często jestem zmuszony ufać ludziom, ale mimo wszystko zawsze trzeba być ostrożnym.

Reszta podróży była raczej spokojna. Rozbiliśmy się nad ogromnym jeziorem, z górami odbijającymi się w lustrze wody. Zwiedzaliśmy zamki i jaskinie. Sielanka i relaks, aż szkoda czasu na opisywanie.img_20140723_082857(Z cenzurą wszystko wygląda ciekawiej – Liptowski mikulasz)

Tak było prawie do samego końca, kiedy już w Polsce wracaliśmy autostradą. Kobieta, która nas podrzucała, uznała, że wysadzenie nas na łuku zjazdu z autostrady to super pomysł. Kaja z drugiej strony uznała, że skoro ona się tu zatrzymała, to jest bezpiecznie i nie musi patrzeć na drogę. W ekscytacji wyskoczyła z samochodu i pobiegła w stronę bagażnika żeby odebrać plecaki. W ostatniej chwili, kiedy wychyliła się zza naszego samochodu, zauważyłem zbliżającego się busa. Przejeżdżał z prędkością wystarczającą żeby zabić. Kaja zorientowała się dopiero, kiedy lusterko śmignęło dosłownie centymetr od jej twarzy. To był drugi i ostatni raz kiedy podniosłem na nią głos. Nerwy mam stalowe, ale wiecie ile kosztują lusterka do transita?

 

To by było na tyle, z mojego pierwszego wyjazdu stopem za granicę. Jak widać nie trzeba mieć dużo pieniędzy, a ta metoda podróżowania jest zupełnie bezpieczna. Wystarczy trochę chęci i czasu. Idźcie i jeździjcie, ale głową.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s