Kasztan

Jak poderwać na kasztan? Jak pozac dziewczynę w toalecie? No i ostatecznie co jest ważniejsze od miłości. Wpis chaotyczny jak piosenki skorpiona (Lech Roch Pawlak), ale nikt nie mówił, że początki są łatwe. Zostawiam w oryginalnej wersji. Będzie do czego wracać.

Miłość czy bicek? Ludzie mają różne życiowe dylematy. Zaczynając od tego czy kolczyki pasują do butów, poprzez to jaki samochód kupić, aż po problem jak utrzymać sześcioro dzieci (Ten ostatni akurat rozwiązało 500+, wystarczy zrobić więcej dzieci). Mój jest dosyć oryginalny.

Miłość?

Samo znalezienie osoby, z którą związek jest w miarę spoko trudne nie jest. Jak już gdzieś wcześniej wspomniałem, wystarczy podejść i porozmawiać. Chociaż nie tak dawno temu na samą myśl, o odezwaniu się do atrakcyjnej dziewczyny, której nie znam, robiło mi się miękko w kolanach. Wtedy największym dylematem było „No, ale co powiedzieć?” „Jak zacząć?”. Powaga. Ciężko opisać jak głupie to się teraz wydaje. Słyszeliście kiedyś o dziewczynie, która powiedziała coś w stylu „Jesteś przystojny, fajnie mi się z Tobą rozmawia, podoba mi się Twoje poczucie humoru, ale ten tekst o niedźwiedziu dwa lata temu? Stary no, to się nie uda.”? Albo w drugą stronę „Zajebisty tekst. Jestem Twoja. Idziemy do mnie czy do Ciebie?”?

Osobiście sprawdziłem chyba wszystkie teksty i im głupsze albo bardziej niezręczne się wydawały, tym więcej miałem z tego radości. Generalnie „Cześć”, „Hi” albo „Ciao” w zależności od tego gdzie się znajdujesz, sprawdza się najlepiej.

Smutna wiadomość dla romantyków. Przeznaczenia nie ma, a sam to może obiad przyjść do komputera jak jeszcze z mamą mieszkasz. No, chyba że mama akurat wynajmuje pokoje, ale to inna historia. Chociaż nie… wróć. Przeznaczenie istnieje, ale jest dość sarkastyczne.d9404094_przepraszam

Dygresja: Przypomina mi się pewna sytuacja, kiedy akurat wracałem pociągiem do domu. Tutaj muszę wyjaśnić na czym polega „podryw na kasztana”. Zupełnie abstrakcyjna sytuacja, z której podśmiewaliśmy się już od jakiegoś czasu. Generalnie chodzi o to, żeby położyć kasztan obok siedzącej dziewczyny tak, żeby się nie zorientowała, a potem jak gdyby nigdy nic zapytać „Przepraszam czy to Twój kasztan?”. Jak to teraz czytam to nawet nie wydaje się śmieszne, ale wtedy nas bawiło.

No więc wracam do domu, a w przedziale ze mną tylko jeden facet przysypiający przy drzwiach, jedna sympatyczna dziewczyna naprzeciwko i… (tutaj wchodzą werble) no kurwa kasztan. Leży tam idealnie po jej prawej stronie. Jeżeli to nie było przeznaczenie, to ona musiała go podrzucić. Patrzę się na niego, a on na mnie. Wskazuje na mnie powoli palcem, tak żeby nikt nie zauważył, a na jego twarzy maluje się wyzwanie. Wiedziałem, co muszę zrobić. Ręce zaczęły mi się pocić. Przerzucam ostrożnie wzrok z kasztana na dziewczynę. Ta jeszcze nie wie. Z powrotem na kasztan, a serce zaczyna bić mocniej. Kasztan powoli, z niewzruszonym wyrazem twarzy kiwa głową z góry na dół i kiedy po raz ostatni podnoszę wzrok, ona patrzy na mnie. Nasz wzrok się spotkał. Zorientowała się, że coś jest na rzeczy. Moje serce już idzie w pogo z żebrami i zanim obudziło gościa przy drzwiach, zdecydowałem. Teraz albo nigdy. Zbieram w sobie wszystkie siły, żeby pewnym głosem i ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy zrobić to, czego wszechświat ode mnie oczekiwał. „Przepraszam, czy to Twój kasztan?”.

Wróćmy do obecnej sytuacji. Tym razem było trochę inaczej. Ktoś odwalił za mnie brudną robotę. Dziewczyna, z która zacząłem rozmawiać susząc ręce w łazience zaproponowała, że pozna mnie ze swoją „przyjaciółką” (Jak się później okazało znały się od 2 godzin) i przedstawiła mnie jako swojego przyjaciela (zapomniała dodać, że znamy się od pięciu minut). Bogu dzięki za takich ludzi. To przywraca wiarę w człowieczeństwo nawet bardziej niż Krzysztof F. który po 3 latach wyszedł z friend-zona. Tak więc znaleźliśmy się przy stoliku z siedmioma atrakcyjnymi, ubranymi w stroje galowe kobietami. W restauracji, która znacznie przekraczała moje aktualne możliwości finansowe i do której weszliśmy tylko żeby się odlać. We trzech, z moim ponad czterdziestoletnim hostem po jednej stronie i dwudziestodwuletnim Gabrielem opowiadającym historie o kobiecie, która dotykiem zamieniała wszystko w gówno (sic!), z drugiej. Do tej pory się zastanawiam jak to się mogło udać

img-20170122-wa0006

Dla jednego z nich sytuacja wydała się na tyle dziwna, że postanowił zrobić
zdjęcie z przyczajki. To dopiero dziwne, nie?

Przy następnym spotkaniu okazało się, że nie tylko fajnie się patrzy i jeszcze fajniej rozmawia, ale do tego tańczy salsę na dwa (Nie to co Ci sofciarze od cubany). Nie to żebym ja umiał tańczyć. Kwestia filozofii. Tutaj kolejna smutna wiadomość dla romantyków. Ideałów nie ma, ale raz na jakiś czas i w pokemonach uda się złapać wersję shine. Miło wspominam te odległe czasy, kiedy mogłem beztrosko i bezwstydnie grać w pokemony, nie czując się ocenianym. Niestety, studia nie trwają wiecznie. Podsumowując, być może zaryzykowałbym swój umiłowany status singla, ale ciężkie czasy nadchodzą.

Czy biceps?

Z drugiej strony natomiast pojawia się tytułowy biceps. Do kulturysty zawsze było mi daleko, ale od roku zdarza się, że ktoś przypadkiem kurtkę zawiesi jak w barze przy drzwiach stanę. W każdym razie wszystkie spadki są do odrobienia jeżeli znajdzie się odpowiednia motywacja. A tym razem motywacja jest nielicha.

Tutaj ciężko trenować. Cały czas tylko te imprezy, spanie do 10, zwiedzanie, próbowanie nowej kuchni, poznawanie ludzi i miejsc. To strasznie stresujące i męczące życie, a wytrzymałem tak już trzy tygodnie. Teraz muszę odpocząć, od odpoczywania zanim wpakuję się spod imprezowego deszczu pod rynnę. Swoją drogą, na ułożenie sobie życia potrzeba mniej więcej od dwóch do trzech tygodni. Codzienne rutyny, sporo znajomych, dodatkowe zajęcia, praca, wyprowadzanie chomika na spacer. Powoli opadają emocje więc czas na zmianę.

Creamfields-Ibiza-Ushuaia-2015-crowd-1800x1090.jpg

Zaraz, zaraz, wspomniałem pracę? Oczywiście, że nie tutaj. Aż tyle szczęścia nie miałem, mimo starań. I tu pojawia się powód całego zamieszania. Czas na Ibizę! Tylko, że Ibiza to nie miejsce gdzie wykładasz hodowany całą zimę bęben na leżaku i opalasz się z drinkiem w dłoni. Konkurencja nie śpi, plecki same się nie zrobią. A gdzie lepiej zrobić wakacyjną formę niż w Polsce na starym sprzęcie w piwnicy Maximusa i na matczynych obiadkach (W końcu coś przyjdzie do mnie samo)?

Tak więc jeżeli nie masz co włożyć do garnka, rodzina się od Ciebie odwróciła albo nie dostajesz zasiłku w Niemczech, bo nie masz statusu uchodźcy. Pamiętaj, że gdzieś tam na świecie są ludzie, którzy mają prawdziwe problemy. Muszę zaplanować swoje życie na dwa miesiące w przód. Znaleźć balans między życiem towarzyskim i podróżami, a kasa sama się nie zarabia. Katorga. I do tego zrobić to tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Głównie ja oczywiście, ale w sumie trochę też tak, żeby ogólnie wyszło całkiem dobrze.

Panowie. Wy, których wcześniej zachęcałem do akceptowania męskiej przyjaźni. Ponawiam apel, ale to nie wszystko. Tam też są zmarznięte, przestraszone i samotne kobiety. Kawa albo browar z pigułką wystarczą żeby pomóc. Panie natomiast. To faceta rola żeby się odezwać, żadnego usprawiedliwiania. Pamiętajcie jednak, że Wasza kobiecość nie ucierpi jak od czasu do czasu położycie obok siebie kasztan.

One thought on “Kasztan

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s