Słowacja – Bezpiecznie znaczy nudno

Jak przez dwa tygodnie zwiedzać słowackie zamki, jaskinie, parki narodowe, odpoczywać nad jeziorem i cudem uniknąć śmierci za 7 euro? Z przyjemnością odpowiem.  Aaa no i na wypadek gdyby mama czytała, zastąpię słowo „alkohol” słowem „herbata” bo może się często powtarzać.

W każdej podróży najbardziej istotnymi częściami budżetu są transport i noclegi. Ten problem rozwiązuje autostop z namiotem. Co do reszty, to trzeba mieć trochę szczęścia, ale ono zawsze przychodzi. Czasami tylko trochę później. Był to wyjazd, o którym wspomniałem w zakładce „Bez planu” więc mogę pominąć rozległy wstęp.

Cały plan jaki miałem opracowany to przejście graniczne, którym chciałem wjechać, drugie, którym chciałem wyjechać i parę punktów do zahaczenia po drodze. Z Kają, która mi towarzyszyła poznaliśmy się w dniu wyjazdu gdzieś pod Radomiem. Tak wiem… sam wybrałem Radom. Pierwsze wrażenie przy spotkaniu bez szału, ale przynajmniej z daleka prezentowała się dobrze więc była szansa, że stopa złapiemy (zginę za to, ale YOLO). Dość szybko dojechaliśmy do Rzeszowa i tam już się zaczęło.

IMG_20140720_121347.jpg

Na wylotówce bezskutecznie próbowaliśmy coś złapać przez relatywnie długi czas. W pewnym momencie zauważyłem malutki samochodzik jadący w stronę miasta. Rzucił mi się w oczy bo był mniejszy od mojego Ola, a w środku ludzi i sprzętu jak w dobrym busie. Kierunkowskaz, szybka zawrotka na podwójnej ciągłej i zatrzymał się przed nami prawie z piskiem opon. Nie pamiętam już dokładnie kto otworzył drzwi i rozwinął czerwony dywan, ale weszliśmy do środka, a tam blok ekipa. „Trzech nierozłącznych kumpli jak trzy nierozłączne paski na dresie. Banan – mięśnie. Dawid – prawo jazdy and polonez. Maks – mózg.” Tyle, że Banan bardziej cycki bo jest kobietą, Dawida szerszeń to była chyba mikra, ale za to Max to najprawdziwszy mózg. Jeżeli mówił, że jakiegoś miejsca nie zna, to potrafił opowiadać o jego historii tylko przez 15 min. W pozostałych przypadkach nie potrzebowaliśmy radia i jedno trzeba mu przyznać. Jak historii nie lubię, tak jego można było posłuchać. Już po chwili siedzieliśmy tam w piątkę i przemieszczaliśmy się w stronę granicy. Tłok jak w 88 na trasie Świdnik – Lublin, że gdyby nie dziewczyny to nie byłoby gdzie palca wcisnąć. Jeden plecak na kolanach, a drugi za głową, ale jakie to wszystko miało znacznie? Jechaliśmy do przodu i to w doborowym towarzystwie. Do tej pory jesteśmy w mniejszym lub większym kontakcie.

16251472_1314815715249591_1986032857_o

Mieli zamiar pojechać parędziesiąt kilometrów za miasto i odpocząć nad Soliną. Skończyliśmy razem 250km dalej w Spiskim Hradzie (Na głównym zdjęciu). Niestety po udanym wieczorze i paru herbatach nasz czas chylił się ku końcowi. Oni udali się z powrotem do Polski, a my szukać miejsca z dala od ludzi, żeby rozbić obóz na dziko.

Tak straciłem dziewictwo. Turystyczne się znaczy. Do tamtej pory tylko słyszałem, że można się rozbić z namiotem gdzie tylko chcesz i też będzie fajnie. Było fajnie, ale nikt mi nie mówił, że za pierwszym razem będzie tak strasznie. Oczywiście grałem odważnego bo Kaja bała się jeszcze bardziej. Na szczęście oszczędzałem miejsce w plecaku na wszystkim więc nie mogłem sobie pozwolić na nieplanowaną zmianę bielizny. Musiałem trwać dzielnie. Nie zrozum mnie źle. Spanie na dziko jest zupełnie bezpieczne i teraz sypiam tak lepiej niż w domu, ale wszystko przychodzi z czasem. W tamtej chwili nawet nie wiedziałem czy powinienem chować namiot w krzakach przed ludźmi czy wystawiać tak żeby w razie problemów ktoś pomógł. Kiedy w nocy zamykasz za sobą namiot, tracisz wizje na otoczenie. O ile na polach namiotowych masz świadomość otaczających Cię ludzi i poczucie bezpieczeństwa, na dziko jest troszeczkę inaczej. Każdy dźwięk brzmi jak niedźwiedź podczas rui zbliżający się do namiotu, albo członek zorganizowanej, lokalnej grupy przestępczej. Przeżyliśmy, a rano czekał nas taki widok.

img_20140721_071842

Tego samego ranka stanęliśmy przed dylematem braku niezapisanego kartonu. Chcąc zakomunikować kierowcom gdzie chcemy jechać i nie łapać na kciuka, musieliśmy wykazać się kreatywnością. Tutaj z pomocą przyszły cycki.

kaja

No dobra, zdjęcie trochę przerobiłem (Tak, dostałem zgodę na umieszczenie tego zdjęcia). Tam był stanik, ale fakt, faktem napis na brzuchu zadziałał i tym sposobem złapałem (podstępnie na przynętę) swojego pierwszego stopa z kierowcą, z którym nie rozmawiałem w tym samym języku. Tego też nie przewidziałem. Gdybym miał liczyć wszystkie pierwsze razy, które miałem na tym wyjeździe i dalej chciał ciągnąć użytą wcześniej alegorie, daleko byłoby mi do dziewicy.  Wstrzymam się jednak od mocniejszych określeń – mama czyta.

Uwaga filler! Przychodzi mi tu na myśl jeden z momentów w pracy za barem. Późny piątkowy wieczór, przede mną rzesza ludzi i wszyscy wykrzykują co chcą zamówić. Starałem się trzymać jako taką kolejność, ale widocznie jedna dziewczyna poczuła się pominięta. Kątem ucha usłyszałem jak jej kolega powiedział coś w stylu „Użyj cycków, cycki zawsze działają”. Długo się nie zastanawiała. Niby niziutka i drobna dziewczynka. Wystawała zza baru trochę jak Niemiec z okopów, ale wiedziała co robi. Jak tylko rozsunęła dekolt, musiała delikatnie podskoczyć i wyłożyła mi wszystko na blat. No już jak one podskoczyły zaraz za nią to się o sufit bałem, ale jak zaczęły spadać to aż mi się szklanka z ręki wyślizgnęła. Huk jak od granatu (jednak miała coś z tymi Niemcami), a bar w drzazgi. Jak boga kocham ślad jest do tej pory. TripAdvisor nazwał to „Czarcią łapą Londynu” i właściciel robi teraz kasę na turystach. Zadziałało. No po prostu musiałem nadać jej priorytet. Bałem się, że znowu podskoczy, a drugiego razu mogłyby szyby nie wytrzymać.

Link, gdyby ktoś nie kojarzył historii Lublina 😉

https://www.tripadvisor.co.uk/LocationPhotoDirectLink-g274818-d6787554-i175429639-The_Lublin_Castle-Lublin_Lublin_Province_Eastern_Poland.html

No więc jechaliśmy z gościem, z którym całą konwersacje mogliśmy oprzeć tylko na podobieństwach między polskim, a słowackim no i trochę na machaniu rękami. Jakie to było niezręczne… Siedzieć obok kogoś w kompletnej ciszy wiedząc, że wypada coś powiedzieć, ale nic nie przychodzi do głowy, albo i tak by nie zrozumiał. Na szczęście on wpadł na pomysł. W między czasie zaczęło padać i zbliżaliśmy się do wiaduktu, pod którym mieliśmy przejechać. Powiedział coś po słowacku. Prawdopodobnie było to „prší”. Żeby było jasne o co chodzi dodał gest ręką, którą powoli przesunął z góry na dół, intensywnie ruszając wszystkimi palcami. Nie trzeba znać migowego, żeby zrozumieć. Pada. Uśmiechając się głupio i kiwając głową odpowiedziałem „A no pada”. Zbliżając się do wiaduktu już powoli domyślałem się co zrodziło się w jego głowie, ale wciąż miałem nadzieję, że tego nie powie. Nadzieja umiera ostatnia. Kiedy wjechaliśmy w strefę osłoniętą od deszczu zrobił to. Horyzontalnym ruchem przeciął powietrze otwartą dłonią mówiąc pewnym głosem „neprší”. Osiągając szczyt zażenowania opuściłem gardę spodziewając się, że to już koniec i wtedy uderzył znowu. Kiedy minęliśmy wiadukt spojrzał na mnie uśmiechając się od ucha do ucha. Duma rozpierała go jakby właśnie pierwszy raz w życiu samodzielnie zawiązał buta i dodał „prší”. Z równie szerokim uśmiechem, płakałem w środku zastanawiając się co ja tu robię i dlaczego nie pojechałem busem… Dorosły, zakładam, że inteligentny człowiek właśnie uświadomił mnie, że pod dachem nie pada.

Wtedy wydawało mi się to bardzo niezręczne i dziwne, ale później zacząłem rozumieć. Od tamtego czasu wiele razy znajdowałem się w sytuacji gdzie brak wystarczających zasobów nie pozwalał na efektywną komunikację. Ludzie często zaniżają logiczny poziom rozmowy i próbują się porozumiewać lub też często żartować na tyle na ile są w stanie. To tak trochę jak rozmowa z małym dzieckiem. O polityce nie pogadasz, ale jak długo wszyscy się uśmiechają i są pozytywni, wszystko będzie dobrze. Niezręczne jest tylko to, z czym Ty czujesz się niezręcznie.

Tak wyglądały zaledwie dwa i to niecałe dni tego wyjazdu. Nie spodziewałem się, że tekst tak mi się rozciągnie. Wychodzi na to, że historię o tym jak uratowaliśmy policjanta od wizyty na dywaniku, jak prawie zostaliśmy uprowadzeni przez pewną mniejszość etniczną i jak Kaje dzielił dosłownie centymetr od śmierci będę musiał zostawić na następny raz. C.D.N.

One thought on “Słowacja – Bezpiecznie znaczy nudno

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s